Walki pod Wolą Wodyńską

 

„Zło nieukarane deprawuje podwójnie, jeden jest bezkarny, a drugi uważa, że nie ma sprawiedliwości” -  św. Franciszek z Asyżu

 

Wrzesień 1939 roku. Od początku miesiąca trwała wojna. Zgodnie z doktryną obronną, wojska mają bronić się za dużymi rzekami. Bezskutecznie.

Według planu Niemieckiego Sztabu, 10 września miała być zajęta Warszawa. Jednak przez typową złośliwość Polaka, ktoś postanowił bronić stolicy. Wcześniej nie było takiego przypadku, Wiedeń i Praga bez walki powitały gości z Vaterlandu, a i później identycznie było z Paryżem.

1 Dywizja Piechoty Legionów wycofuje się od północy pod naporem wroga. Generał Wincenty Kowalski, planował szybkim marszem, przez kompleksy leśne, zaczynając od Jagodnego, dostać się do Warszawy. W rejon planowanego marszu, od północy, nacierała pancerna dywizja „Kempf”. Tym pancernym rajdem, po połączeniu z grupą „Sued”, atakującą od południa, zamknięto w wielkim kotle na wschód od Wisły, wszystkie wojska wokół Warszawy.

Po przerwaniu połączenia drogi Siedlce-Seroczyn, cała dywizja „Kempf”, została odcięta od zaopatrzenia. 14 września Niemcy zaopatrywali się w paliwo drogą lotniczą (4 000l –samolotami Junkers 52). W dniach 13-15 września 1939 roku, stoczono jedną z najkrwawszych i najbardziej zaciętych bitew Kampanii Wrześniowej. O dziwo jest to jedna z najmniej znanych bitew. A na pewno nikt z oficjeli nie ma zamiaru publicznie uczcić jej pamięci.

Ponieważ wojska polskie posuwały się bardzo długą kolumną, rozciągniętą na wiele kilometrów, walki prowadzono praktycznie obok każdej z okolicznych wiosek. We wtorek 13 września pierwsze walki zaczęły się na Turcu, potem w Woli Wodyńskiej, Helenowie, Wodyniach, Oleśnicy, Rudą Wolińską, Seroczynem, Różą, Lipinami, Dębowcem, Jagodnem, Żebraku, Olszycem, Czachami, Domanicami, Oleksianką, Borkami i prawdopodobnie w innych, nieudokumentowanymi.

Najbardziej tragiczna była druga bitwa pod Wolą Wodyńską. Niemcy wyparli z niej Polaków 13 września wieczorem. Miejscową ludność zgrupowano i trzymano pod strażą przez noc. Przez noc, niemiecki 22 pułk piechoty przygotował zasadzkę. Wokół drogi, biegnącej przez nieckę w terenie ustawiono stanowiska karabinów maszynowych i moździerzy. Na dachach domów czekali snajperzy. Między 4 a 5 rano, od szosy siedleckiej zbliża się batalion 6 pułku piechoty 1DP Leg. „Szpica” została przepuszczona, prawdopodobnie ze zmęczenia, zwiad zaniechał sprawdzenia co jest za górką. W pamięci mieszkańców, do dziś (słyszane w autobusie), żywa jest postać miejscowego młynarza – zdrajcy. Polacy zapytali go czy w okolicy są Niemcy, odpowiedział: „Nie”. W chwili, gdy cały odział znalazł się w dolince, Niemcy otworzyli ogień. Kanonada trwała 15-30 minut. Jedna kompania wycięta w pień, resztki batalionu, z plutonem artylerii, wycofały się. Nie brano jeńców, choć polscy żołnierze byli gotowi złożyć broń,  Niemcy nie przerwali ostrzału. Udokumentowano 237 zabitych po stronie polskiej, 109 szeregowców, 58 oficerów i podoficerów, 70 bezimiennych. Są tam Polacy, Litwini, Żydzi, bo 1DP była formowana w Wilnie. Po stronie Niemieckiej około 46 zabitych i 120 rannych. Dokładnie nie wiadomo.

Jeden z mieszkańców, który odważył się wyjść z ziemianki, zaraz po tym jak odeszli Niemcy, opowiadał o dziesiątkach rannych z obu stron. „W choinie leżało ich ze sześćdziesięciu. Ta góreczka była też cała czarna od zabitych żołnierzy”. Chłop wyciągnął wiadro wody i poszedł do rannych.  Kiedy skończyła się woda, wrócił do obejścia wyciągnąć więcej, wtedy wrócili Niemcy z jeńcami. Chłop ukrył się. Własnych rannych i zabitych Niemcy załadowali na ciężarówki (podobno trzy) i wywieźli. Polskich jeńców zabili! Dobili też  rannych polskich żołnierzy! 29 cywilnych mieszkańców zamordowano!

Ciała pochowano dopiero po trzech dniach, układane w dole obok siebie przykryte tylko płaszczami.

Podobno po południu 14 września 1939 roku Polacy też przestali brać jeńców. Być może to wzbudziło szacunek Niemców, którzy później ochrzcili mianem „Żelaznej dywizji” 6 pułk piechoty.

Jako autentyczną ciekawostkę podaje się: rozbicie drugiego rzutu sztabu DP „Kempf” w Wodyniach, zniszczenie taborów w Oleśnicy (zdobycie osobistych rzeczy dowódcy „Kempf” w tym kalesonówJ), a miejscową legendą jest zniszczenie kilku lub kilkunastu pojazdów wroga przez jednego żołnierza w Rudzie Wolińskiej. Miał to zrobić nocą, wkładając w zbiorniki z paliwem granaty.  Ponadto na 16 września planowano atak na Pragę (tę warszawską), atak nie nastąpił ponieważ 15 września w Cechówce (dziś Sulejówek) zabito dowodzącego atakiem generała Wernera von Fritscha. 

Dwa bataliony walczące ze sztabem i taborami, stopniały do rozmiarów dwóch kompanii w ciągu dnia.

Przez powstała w wyniku tych walk lukę, Grupa Operacyjna Kawalerii gen. Andersa wydostała się na południe.

Ciekawe czemu żaden Niemiec nigdy za to nie odpowiedział, a przecież jeden z oficerów tak wspominał:"[...]Straty nasze ogółem wynosiły 40 zabitych i 120 rannych [...] Jeńców nie brano po obu stronach, wskutek czego było wielkie rozgoryczenie[...]"

Jak podano w pracy „Polski czyn zbrojny w 2 Wojnie Światowej”, dywizja piechoty, według etatu z 1939r., liczyła 13 863 żołnierzy. Po 15 września 1DP Leg. nie stanowił już praktycznie żadnej wartości bojowej. Zostały zaledwie trzy bataliony.

Ciekawe, czemu zbrodnie Wermachtu są tak pomijane, 28 września 1939r. w Zakroczymiu, mimo rozejmu po kapitulacji, Niemcy zaatakowali przygotowujących się do złożenia broni obrońców, zginęło minimum 600 osób, około 100 cywili! Większość rozstrzelano, część spalono żywcem miotaczami płomieni, gdy z podniesionymi rękami wychodzili ze schronu!

O tym ludzie rozmawiają w drodze do Warszawy.

Kto zdał egzamin?